Podróże

Las Vegas (Parano) i Tama Hoovera po drodze.

January 4, 2016
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie lubię Las Vegas. Jest w tym mieście coś, co sprawia, że odchodzą ze mnie wszystkie siły, każdy dźwięk jest irytujący a uliczne światło razi w oczy. Nogi bolą mnie tak, że nie mam siły przemierzać ulic i nagle robię się bardzo, bardzo zmęczona. Na początek posłuchajcie. Violetta Villas opowiada o swoich wrażeniach po występach z Vegas. Wyborne :D

W Vegas pierwszy raz byliśmy ponad 4 lata temu, podczas naszej pierwszej wycieczki do USA. Już wtedy uznałam to miasto za najsłabszy punkt całej 3-tygodniowej podróży. Nie jestem imprezowym typem, nie gram w kasynach, nie interesują mnie zakupy u Gucciego- ciężko mi znaleźć w Vegas coś dla siebie. Ostatnio wybraliśmy się do Las Vegas w czerwcu, podczas wycieczki z Kasią, jasna sprawa, że każdy chce zobaczyć to miejsce. Przed wycieczką rozmawiałam z koleżanką, która namówiła mnie, żebym spojrzała na to miasto inaczej. Jak na miejsce, w którym ludzie po prostu się cieszą, spełniają marzenia i podekscytowani, stojąc pod jednym ze słynnych kasyn, dzwonią do mamy i przekrzykując tłum mówią “MAMO!!! JESTEM W VEGAS!!!”. Próbowałam. Naprawdę próbowałam przyjąć ten punkt widzenia, ale to nie pomogło. Nogi i plecy bolały mnie jeszcze bardziej niż za pierwszym razem, a do hotelu chciałam wrócić od razu po tym, jak z niego wyszłam.

To miasto to fenomen. Bez dwóch zdań. Jest coś fascynującego, kiedy po pokonaniu dziesiątek mil przez pustynię, nagle wyłania się kolorowe, tandetne, mieniące się złotem i milionami świateł. Vegas to światła, to one nadają mu urok, który może odróżniać to miejsce od innych. W ciągu dnia, to tylko kolejne, betonowe miasto (dodatkowo właściwie z jedną ulicą, jeśli mowa o atrakcjach turystycznych). Panuje tu zupełny miszmasz stylów architektonicznych, złote, błyszczące hotele sąsiadują z rzeźbionymi lwami czy altanami w rzymskim stylu. Chyba każdy wie, że Miasto Grzechu żyje w zasadzie tylko nocą. Wieczorem na ulice wysypują się tysiące ludzi. Są tu tacy, co chcą przeżyć kawalerski wieczór rodem z filmu Kac Vegas, są roześmiane i na wpół rozebrane panienki, które świętują urodziny, zaręczyny, wieczory panieńskie, są rodziny z dziećmi i emeryci. Jest też kilkudziesięciu dość obleśnych Elvisów, kilka zblazowanych sobowtórów Marylin Monroe i Myszka Mickey, przed którą dzieci raczej powinny uciekać. Cała gromada ludzi, szukających szczęścia, a która mnie osobiście kojarzy się ze scenami z amerykańskich filmów. Z tych scen, kiedy po całej nocy, w przepoconym ubraniu i z rozmazanym makijażem jedna czy druga Marylin Monroe wraca do starej przyczepy campingowej, w jakiejś podłej dzielnicy, odgrzewa sobie mrożony makaron z serem i sprząta butelki po piwie, które porozrzucane, leżą gdzieś obok jej pijanego partnera. Wiem, to brzmi gorzko, ale tak właśnie widzę Vegas. Ja jednak nie cieszę się, widząc sporo młodsze ode mnie dziewczyny stojące w samych majtkach, i z naklejkami na piersiach, które zachęcają do zdjęcia ze sobą, obłapiane w międzyczasie przez pijanych grubasów. Nie cieszy mnie też tłum ulotkarzy, którzy w najbardziej napastliwy sposób wciskają mi ulotki z ofertami prostytutek.

Gdybyście jednak postanowili się tam kiedyś wybrać, mam jedną radę. Najlepiej jechać w trakcie tygodnia. Można wtedy dużo taniej wynająć jeden z kultowych hoteli i poczuć odrobinę luksusu, w tym zepsutym, smutnym mieście. Pamiętajcie też, że rzecz jasna, wiele hoteli w rzeczywistości wygląda o wiele gorzej niż na zdjęciach w internecie. Warto też zobaczyć słynne fontanny przy hotelu Bellagio (to tu kręcili Ocean’s Eleven) to rzeczywiście ładne widowisko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Całe szczęście, niedaleko Las Vegas jest pewien imponujący obiekt. Tama Hoovera, bo o niej mowa, jest oddalona od Vegas o 43 km i naprawdę warto ją zobaczyć. Przy okazji można pobawić się w superbohatera i być w dwóch miejscach w tym samym czasie, bo mieści się dokładnie na granicy stanów Arizona i Nevada ;) Jest wysoka na 224,1 m i długa na 379,2 m. To miejsce naprawdę robi wrażenie.

Budowa tamy, była efektem Wielkiego Kryzysu i powstałego w tym czasie programu Nowy Ład, który miał na nowo rozruszać gospodarkę w kraju. Jedną z metod walki z kryzysem była organizacja licznych robót publicznych, efektem których są między innymi Tama Hoovera czy słynny most Golden Gate. Ostateczna decyzja o budowie zapory zapadła w 1928 roku. Większość prac wykonano za czasów prezydentury Herberta Hoovera (stąd nazwa), ale zapora została oddana podczas urzędu Franklina Delano Roosvelta. Ponieważ budowa była oddalona od miast i nie posiadała infrastruktury, specjalnie na jej potrzeby zbudowano liczącą 50 km linię kolejową a następnie osadę Boulder City, w której mogli zamieszkać robotnicy i ich rodziny. Przy budowie zapory zginęło około 112 pracowników.

W okresie letnim nie zapomnijcie o nakryciu głowy, jest bardzo gorąco a cienia brak.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Las Vegas_14

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Las Vegas_13

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply