Podróże

Hawaje- Oahu, cz.1.

September 28, 2015
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie wiem czy każdy marzy o podróży na Hawaje. Ja chyba nie marzyłam, wolałam wybierać miejsca, które wydawały mi się bardziej realne i dostępne. Planowałam więc na przykład podróż do Toskanii, do której do dziś nie udało mi się dotrzeć ;) Po przeprowadzce do Kalifornii Hawaje stały się bliższe a koszt wczasów jest bardzo podobny do wyjazdu do Grecji czy Turcji z Polski. Nie mogliśmy nie skorzystać.

Na początek posłuchajcie “Łagodnego Olbrzyma”- Israela Kamakawiwo’ole, ulubieńca Hawajczyków. Na jego pogrzebie w 1997 roku, pojawiło się 10 tysięcy osób. Przed śmiercią ważył 343 kg. Ta muzyka doskonale oddaje klimat płynącego spokojnie, niczym nie zmąconego czasu na Hawajach.

Za cel naszej wyprawy, obraliśmy wyspę Oahu. Lecieliśmy liniami Alaska Airlines i choć nie lubię latać, był to najprzyjemniejszy lot w moim życiu. W drodze powrotnej, zupełnie nie wiem czemu jeden ze stewardów, zapałał do nas taką sympatią, że mimo iż w klasie ekonomicznej, byliśmy traktowani chyba lepiej niż pasażerowie z klasy pierwszej. Co chwila pytał czy wszystko w porządku, czy czegoś nam nie trzeba a na koniec podziękował nam, choć to my byliśmy mu bardzo wdzięczni (podziękowaliśmy też, wielokrotnie- rzecz jasna). Lotnisko w Honolulu jest beznadziejnie oznaczone. Informacja jak dotrzeć do miejsca odbioru bagażu, była napisana odręcznie, na małej kartce, przyczepionej gdzieś na przypadkowej ścianie. Z lotniska specjalnym busem pojechaliśmy wypożyczyć samochód. Każda firma wypożyczająca auta, ma swoje specjalne, bezpłatne autobusy, które kursują bez rozkładu, ale dość regularnie, mniej więcej co 10 minut. Warto jednak udać się jak najbliżej początku trasy, bo często, na dalszych przystankach, autobus jest pełen i można najwyżej pomachać kierowcy. Samochód kosztował nas prawie dwa razy więcej niż kwota podana przy rezerwacji (bo ubezpieczenie, podatki itp, trzeba wszystko dokładnie sprawdzać przed rezerwacją, żeby uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek). Trasy na Oahu są bardzo ruchliwe a korki są w zasadzie normą.

Zrezygnowaliśmy ze zorganizowanych wycieczek i wygodnego, hotelowego pokoju i korzystając z portalu https://www.airbnb.pl/ wynajęliśmy skromny domek w dziczy. Airbnb, oferuje miejsca do wynajęcia od prywatnych osób. Od luksusowych domów nad brzegiem oceanu, po małe domki letniskowe. Nasz kojarzył nam się z tymi, które w Polsce można oglądać na ogródkach działkowych w miastach ;) Wyglądał tak a wynająć go można tutaj

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To było naprawdę urocze miejsce, choć nie oferowało luksusów. Czym jednak jest luksus w stosunku do możliwości obcowania z naturą i bliższego zapoznania się z lokalną społecznością i jej codziennym życiem. Co rano budził nas więc piejący kogut i stado kóz z sąsiedniej zagrody. Drogą przy domu dumnie przechadzał się paw. Domek, choć skromny, miał wszystko czego trzeba, wygodne łóżko, czystą łazienkę i sprzęt do gotowania. Nasz gospodarz, 35 letni Urugwajczyk, skończył techniczne studia, ale porzucił możliwość pracy dla wielkiej korporacji i wyjechał na Hawaje. Pracuje tu jako ogrodnik, chodzi boso, a wieczorami po pracy, łapie deskę i surfuje aż do zachodu słońca. To cudowny, otwarty, pogodny człowiek, z którym spędziliśmy kilka wieczorów, popijając hawajski przysmak Mai Tai, czyli rum z sokiem z ananasa. Josef opowiadał nam hawajskie historie, zapoznawał z obyczajami i był świetnym przewodnikiem. Wymienialiśmy się dobrami. My częstowaliśmy go świeżym tuńczykiem, on na drugi dzień przynosił nam orzechy kokosowe prosto z drzewa. Kiedy raz zapytaliśmy go, jak możemy to otworzyć, odpowiedział z rozbrajającym spokojem, tak jakby było to zupełnie oczywiste: “MACZETĄ!”.

Josef opowiedział nam, jak trudno nowym mieszkańcom wejść w lokalną społeczność. Proces może trwać przez wiele lat. On sam został uznany za swojego po mniej więcej pięciu.

Postanowiliśmy odpocząć od domowego gotowania i za radą Josefa żywiliśmy się głównie w food truckach, do których dojeżdżaliśmy na rowerach w 15 minut. Jedzenie było obłędne a nam szczególnie przypadła do gustu kuchnia tajska, w takich oto okolicznościach przyrody ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedy planowaliśmy wyjazd myślałam, że nie będziemy spędzać zbyt dużo czasu na plaży. Przecież plażę mamy tutaj, w Kalifornii, 50 minut od domu. Uwierzcie mi, plaże na Hawajach to zupełnie inna historia. Ponieważ mieszkaliśmy na North Shore, mniej turystycznej części wyspy, z dala od najpopularniejszych miejsc, plaże, do których mieliśmy 5 minut piechotą od domu, były praktycznie zupełnie puste. Spotykaliśmy tam głównie surferów i lokalnych mieszkańców. Lazurowa woda, jak z katalogu biura podróży, była tak przyjemnie ciepła, że można w niej siedzieć godzinami. Swoją drogą, zatrzymując się na chwilę przy surferach. Hawaje oferują jedne z najlepszych fal na świecie. Potrafią osiągać ponad 5 metrów i przyciągają surferską śmietankę z całego świata. Co ciekawe, w przeciwieństwie do Kalifornii na deskach pływa tu bardzo dużo dziewczyn. I są w tym znakomite. Dodatkowo świetnie się prezentują, a nie ukrywają wiele pod skąpym bikini ;) Dowiedzieliśmy się, że dziewczyny często pływają po to, żeby zrobić sobie dobrą sesję zdjęciową do portfolio, niezbędnego dla początkujących w Hollywood aktorek, albo w modelingu.

Wbrew wcześniejszym planom spędzaliśmy więc na plaży dużo czasu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Będąc na Oahu nie można nie odwiedzić Honolulu, z najsłynniejszą plażą Waikiki. Honolulu to typowo turystyczne miasto- kurort, nastawione głównie na wczasowiczów z Azji, którzy uwielbiają spędzać czas w centrach handlowych. Mnóstwo tu ekskluzywnych butików topowych projektantów i miejsc gdzie turyści w wakacyjnym szale, mogą wydawać pieniądze. Za parking w centrum musieliśmy płacić 5 dolarów za każde 20 minut, co do tej pory nie mieści mi się w głowie. Nasza wizyta w Honolulu była więc błyskawiczna. Zrobiliśmy szybkie zdjęcia na Waikiki Beach, na której swoją drogą smażył się tłum ludzi, błyskawicznie zjedliśmy obiad i uciekliśmy do naszego, oddalonego od zgiełku, domku w buszu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie mogło też zabraknąć zachodu słońca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Całkiem niedaleko od naszego domku, znajdowała się Turtle Beach, na której można spotkać żółwie morskie (nie mieliśmy szczęścia) i która słynie z bardzo dobrych warunków do snurkowania czyli płytkiego nurkowania bez butli.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Reasumując. Jeśli macie zamiar wybrać się na Oahu, polecamy północną część wyspy. Z dala od zgiełku, bliżej natury, bliżej prostego, ale wyjątkowo urokliwego hawajskiego życia.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply