Podpatrzone

Jak się żyje w Dolinie Krzemowej część 1

May 13, 2015
mapa

Trudno uwierzyć, ale mija już dziewiąty miesiąc naszego pobytu w Kalifornii. Sporo nauczyliśmy się o tym miejscu, dużo zobaczyliśmy i trochę przeżyliśmy. Chyba już czas podzielić się kilkoma spostrzeżeniami :)

MIESZKANIA

Przez pierwszy miesiąc po przyjeździe, mieszkaliśmy w miejscu zorganizowanym przez firmę Norberta. Nie był to hotel, tylko w pełni wyposażone mieszkanie, na bardzo popularnym tutaj osiedlu z “apartamentami”. Trochę inaczej rozumiem, słowo apartament niż Amerykanie, ale o tym za chwilę. W zasadzie od razu po przyjeździe musieliśmy zacząć poszukiwania docelowego mieszkania. Z dostępnością jest różnie, dlatego warto rozglądać się wcześniej i nie odkładać tego na ostatnią chwilę. Zdecydowaliśmy się na mieszkanie w dużym kompleksie w Santa Clara. Powodów było kilka. Odległość do pracy, standard mieszkania, położenie, sąsiedztwo.

Osiedle, na którym mieszkamy oferuje mieszkania z maksymalnie dwiema sypialniami. Przy poszukiwaniu mieszkania, trzeba pamietać, że np. 1 bedroom, to salon plus sypialnia, a nie polska kawalerka :) Z tego co wiem, apartamentowce oferują maksymalnie 3 sypialnie. Jeśli chcemy wynająć coś większego trzeba szukać domku lub szeregowca.

Mieszkania tutaj są przeważnie nieumeblowane. Wyposażona jest jedynie kuchnia i łazienka. W każdym mieszkaniu jest spora szafa wnękowa lub garderoba. W kuchni w standardzie meble, zmywarka, lodówka, kuchenka elektryczna z piekarnikiem i mikrofalówka. Zlewy są wyposażone w niszczarkę do resztek. W łazience przeważnie płytka wanna, która robi za prysznic, toaleta i zlew. Absurdem są dysze prysznicowe przymocowane do ściany, bez możliwości zdjęcia, dzięki czemu mycie wanny, za każdym razem jest niezapomnianą przygodą. Jak się okazuje, luksusem jest posiadanie w mieszkaniu pralki i suszarki (zwykle są to zbiorcze pralnie gdzieś na osiedlu). W ogóle tutejsze sprzęty są przedpotopowe. Pralka ma pewnie ze 20 lat i do jednego prania pobiera koszmernie dużą ilość wody. Brak możliwości ustawienia konkretnej temperatury, a najwyższa z możliwych, ma pewnie maksymalnie 40 stopni. Pranie polega na powolnym kręceniu się bębna. Mam wrażenie, że piorąc ręcznie, mogłabym osiągnąć lepszy efekt. Piekarnik z funkcją jedynie góra/dół, bez możliwości pieczenia np tylko góry. Cieszcie się Waszymi, domowymi, polskimi sprzętami, bo w tej kwestii, Polska jest 100 lat przed Ameryką. Chyba w większości mieszkań, w standardzie jest jasna wykładzina, więc firmy piorące dywany mają się tutaj dobrze.

Większość z nas, emigrantów w meble zaopatruje się w Ikei. Jest chyba najtańsza i taka znajoma ;)

Osiedla przeważnie wyposażone są w pralnię, dysponują basenem, siłownią i miejscem do BBQ. Zdarzają się stoły do bilardu, miejsca z komputerami, gdzie można np skorzystać z drukarki i miejsce z telewizorem, jeśli ktoś nie ma w domu.

Wszystko to ma swoją cenę. Dużą. Ceny zmieniają się w zależności od miasta. Najdroższe w Krzemowej Dolinie jest Palo Alto, bo to tam mieszczą się siedziby najbardziej topowych firm. Taniej jest np w Mountain View (choć ostatnio ceny tutaj mocno poszły w górę), Sunnyvale, czy Santa Clara. Tu, za mieszkanie z jedną sypialnią, o powierzchni koło 70 metrów, trzeba zapłacić około 2300-2500 dolarów miesięcznie. Przy podpisywaniu umowy, trzeba zapłacić kaucję, jej wysokość zależy od najemcy. Może to być 500 dolarów, może być 3000. Na naszym osiedlu obowiązuje dodatkowa opłata za posiadanie zwierząt. My płacimy 35 dolarów za jednego kota. Za koty musieliśmy zapłacić dodatkową kaucję (500 dolarów). Nie wszystkie osiedla są pet friendly.

Tak mniej więcej wyglądają dostępne tutaj osiedla i mieszkania pokazowe. Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.bellavista-apartments.com/Default.aspx, kompleksu, w którym aktualnie mieszkamy.

budynek

basen

ogród

salon

kuchnia

łazienka

OKOLICE

Nigdy nie byłam w niemieckim sanatorium, ale chodząc po tutejszych okolicach, wyobrażam sobie, że właśnie tak wygląda. Krótko przystrzyżone trawniki, mnóstwo kolorowych kwiatów, drzewa, parki i ładne domki. Co jakiś czas, centrum handlowe. Nie oszukujmy się. Jest trochę nudno. Brak tu fajnych knajpek, do których można wyskoczyć na piwo czy drinka. Wszystkie tego typu miejsca, to po prostu bary czy fast foody, w których nie chce się siedzieć dłużej, niż trzeba. Jasne, w niewielkiej odległości, można znaleźć przyjemne miejsca, ale, przynajmniej w naszym przypadku, wiąże się to z koniecznością dojechania na miejsce samochodem. To oczywiście wyklucza picie alkoholu przez jedno z nas. W zasadzie nie jeżdżą tu autobusy miejskie. Jest kilka i raczej służą do przewożenia pracowników. Jest też caltrain, którym można przemieszczać się między miastami w Dolinie i dojechać do San Francisco. Z naszego mieszkania do stacji jest jednak na tyle daleko, że musielibyśmy dojechać tam samochodem… Takie błędne koło. Jeśli mamy ochotę na “wielkomiejskie” rozrywki, ruszamy do San Francisco, do którego jedziemy około 50-60 minut.

Poniżej, zdjęcie parku, obok naszego osiedla. W standardzie jest plac zabaw, boisko do koszykówki, miejsca na grilla i dużo przestrzeni, która sprzyja grze we frisbee ;)

okolice_1

okolice_4

Najbardziej popularne miejsce dla biegaczy. Tą ścieżką można ponoć dobiec do centrum San Jose.

okolice_2

A tu ciekawostka, jak powstają domy w Kalifornii. Cienka drewniana konstrukcja jest ok, do czasu, kiedy zimą temperatura w nocy spada do “zera” i mieszkanie błyskawicznie się wychładza. Nie muszę chyba wspominać, że brak tu centralnego ogrzewania ;)

okolice_3

SKLEPY

Tych jest tu rzecz jasna mnóstwo. Ponoć na 50 000 mieszkańców, przypada jedno centrum handlowe. To czego brakuje emigrantowi z Polski, to małe, lokalne sklepiki, do których można wyskoczyć, jeśli akurat braknie nam mleka. Niestety, przeważnie trzeba wsiąść w samochód i wybrać się do supermarketu. W niektórych okolicach można znaleźć niewielkie markety, prowadzone przeważnie przez Meksykanów, ale jest ich niewiele. Warto się jednak pofatygować i poszukać, bo ceny owoców czy warzyw, są tam o wiele niższe. Dla porównania, ostatnio za pół kg czereśni w popularnej sieci płaciliśmy 8,99 a w meksykańskim sklepiku 1,99.

Najbardziej popularną siecią jest tutaj nie Walmart, znany z amerykańskich filmów, ale Safeway, który ma monopol chyba w całej Kalifornii a przynajmniej w tej części. Można dostać tu wszystko czego trzeba do codziennego życia. Artykuły spożywcze, świeże warzywa i owoce, chyba całkiem niezłe mięso i spory wybór ryb i owoców morza. Jest też chemia, prasa, artykuły domowe. Ze względu na dużą różnorodność etniczną, nie ma też problemu z kupieniem egzotycznych w Polsce produktów, typowych dla różnych kuchni świata. Safeway jest stosunkowo tani, prawdopodobnie gdzieś po środku stawki. Warto wyrobić sobie kartę lojalnościową, która umożliwia tańsze zakupy.

Jeśli chcemy kupić coś bardziej wyszukanego i wysokiej jakości, jeździmy do Whole Foods. Ta sieć sprzedaje głównie organiczne produkty, które są tutaj bardzo popularne, ale mają też swoją cenę. W Whole Foods wszystko wygląda apetycznie, jest pięknie opakowane i kusi, ale rachunek przy kasie, zwykle przyprawia o miękkie kolana. Na pewno jest to dobre miejsce dla mięsożerców. Można dostać organiczne mięso, bez antybiotyków i innych dodatków, o których nie mam i nie chcę mieć pojęcia.

Dobrą alternatywą dla lubiących organiczną żywność, jest też sieć sklepów Trader Joe’s, który oferuje produkty tylko swojej marki, ale wbrew skojarzeniom z produktami marek własnych, dostępnych w polskich supermarketach, te są wysokiej jakości. Podobnie jak w Whole Foods, tu też nie jest najtaniej, ale za to różnorodnie i smacznie. Można znaleźć kilka perełek, mają też ogromny wybór hummusów. W sprzedaży jest tu polska wódka Baczewski (około 10 dolarów za 0,5 litra). Warto jednak uzbroić się w paszport, bo polski dowód osobisty nie wystarczył.

Zakupy hurtowe, warto zrobić w Costco. To taki trochę odpowiednik polskiego makro, tyle, że dla klientów detalicznych. Nie można kupować przed wyrobieniem sobie karty klienta. Do Costco jeździmy głównie po produkty chemiczne (ogromne opakowanie dobrej jakości papieru toaletowego kosztuje około 18 dolarów. Dla porównania w Safeway, opakowanie mniej więcej 4 razy mniejsze kosztuje około 10 dolarów). Raczej nie kupujemy tu owoców i warzyw, bo we dwoje nie jesteśmy w stanie zjeść np kartonu pomarańczy. Ale dla większych rodzin, to naprawdę świetne rozwiązanie. Costco oferuje też AGD, elektronikę, odzież, zabawki itp.

Ja osobiście uwielbiam też szwędać się po Targecie. To sklep ze wszystkim. Jest odzież, elektronika, meble, akcesoria domowe, zabawki, książki, muzyka, żywność etc. Zawsze znajdę tam coś ciekawego. Raczej omijam tu żywność, dział spożywczy jest niewielki i oferuje mnóstwo półproduktów i gotowych dań.

POLSKA ŻYWNOŚĆ

Umówmy się. Po wyjeździe z Polski, nagle, niespodziewanie zaczyna się tęsknić za rzeczami, które wcześniej jadło się tylko sporadycznie. Takie Ptasie Mleczko na przykład, albo krówki. Inna sprawa, jeśli brakuje ogórków kiszonych, twarogu, czy śledzia. Za tym tęsknie najbardziej. W okolicy nie ma typowo polskiego sklepu. Jest łączony, tzw wschodnio-europejski i można dostać tam najpotrzebniejsze produkty. Naprawdę niezły polski sklep, jest w San Francisco, o tutaj.

Tyle na dziś. W następnym odcinku będzie o samochodach, ludziach, restauracjach i jak kupować ubrania i kosmetyki. See U soon!

You Might Also Like

5 Comments

  • Reply Benia Szu May 13, 2015 at 11:27 am

    Luksusowo! Prawdziwe amerykańskie przedmieścia. Ciekawa jestem atmosfery więc czekam na wpis o mieszkańcach.

  • Reply Martyna June 29, 2015 at 9:53 pm

    Super wpis! Wiele ciekawych informacji “z wewnątrz”!

  • Reply anna August 18, 2015 at 4:42 am

    z tym polskim sklepem w SF to DUZA PRZESADA, produkty przeterminowane, wedliny nieswieze, ceny kosmiczne,obsluga niemila, blizej i lepiej macie tu – http://www.slavicstores.com/

    • Reply admin August 18, 2015 at 8:31 pm

      Byłam tam tylko raz, przed świętami i na tyle na ile potrzebowałam zaspokoili moje potrzeby. Ale dzięki za info, ja wędliny nie kupuję wcale więc ciężko mi się wypowiadać. Ostatnio byliśmy w Felipe’s Market Sunnyvale i też można znaleźć kilka polskich produktów. I ogólnie to bardzo dobry warzywniak jest ;)

  • Reply Ania August 30, 2015 at 12:11 pm

    Coś jest w tym twarogu. W Polsce nieszczególnie za nim przepadałam i jadłam go od naprawdę wielkiego dzwonu, a teraz, gdy mieszkam w Niemczech raptem odezwała się we mnie jakaś szalona tęsknota ;)

  • Leave a Reply