Podróże

Point Reyes i spotkania we mgle.

March 6, 2015
Łosie

Kiedyś napiszę horror. Bo być tutaj i nie napisać horroru to jak mieć przed sobą czekoladę i jej nie zjeść. W pewien lutowy weekend wybraliśmy się na szlak do Point Reyes, malowniczego miejsca, gdzie wędruje się po wzgórzach nad oceanem. Krem z filtrem tym razem się nie przydał. Zanurzyliśmy się bowiem w gęstej mgle.

Generalnie Point Reyes to fantastyczne miejsce na relaks. Można wędrować, plażować i urządzić sobie piknik. Jest naprawdę malownicze, położone niedaleko innego, czarującego parku Mt. Tamalpais (w którym swoją drogą, można poczuć się jak na planie jakiegoś przygodowego filmu w stylu Indiana Jones).  Mnóstwo tu dzikich zwierząt, przy dobrej pogodzie można zobaczyć wieloryby, beztrosko pluskające się w oceanie.

Początek trasy zapowiadał piękny, słoneczny dzień. Nic nie wskazywało na to, że krajobraz może zmienić się w ciągu kilku chwil. Ale tak właśnie się stało. Jeszcze zanim dotarliśmy do punktu startowego, kilka metrów przed nami, zaczęła pojawiać się gęsta, złowroga mgła. Widoczność gwałtownie malała, a zza zakrętu niespodziewanie pojawiały się samochody (widma?). Naprawdę nie dziwię się, że w tym kraju powstają genialne dzieła z gatunku literatury grozy. Takie krajobrazy mogą działać na wyobraźnie.

Jak zwykle trochę bez zastanowienia, wybraliśmy sobie szlak, który liczył ni mniej ni więcej jak 16 km (3,5h, 2000 kalorii, hell yeah!). Niby nie tak dużo, ale po dłuższej przerwie, taka wędrówka sprawiła, że w drodze powrotnej miałam ochotę rzucić się w spienione fale oceanu. Powłuczyłam nogami i zagryzałam zęby, żeby nie wydawać z siebie głośnych jęków rozpaczy. Norbert, pełen nadziei, twierdził, że parking jest na pewno za najbliższym zakrętem. Do tej pory nie wiem, czy rzeczywiście tak naiwnie w to wierzył.

To była ewidentnie wycieczka pod znakiem spotkań z dziką przyrodą. Krajobraz tym razem kojarzył mi się bardziej ze Skandynawią, niż Kalifornią (i to też nie może być przypadek, że w ostatnim czasie, to właśnie skandynawska literatura obfituje w znakomite powieści o psychopatach).

Point Reyest_1-2

Point Reyest_2

Point Reyest_4-2

Point Reyest_14

Było tu kiedyś o kupie kojota, przyszedł też czas na spotkanie oko w oko z jej właścicielem. Ja nie wiem, ale zawsze wyobrażałam sobie, że w takiej sytuacji wezmę nogi za pas i ucieknę najszybciej jak potrafię. Tymczasem wyciągnęłam aparat a kojot okazał się wdzięcznym, choć nieco znudzonym modelem. Spokojnie przeszedł nam przed nosem, przysiadł, ziewnął, zapozował i powędrował dalej.

Point Reyest_19

Point Reyest_6

Point Reyest_18

Przybiliśmy piątki, szczęśliwi z tego spotkania i ruszyliśmy dalej. Wtedy jeszcze ochoczo. Kiedy z mgły wyłoniło się stado kalifornijskich łosi, prawie podskoczyłam z radości. W tej scenerii wyglądały obłędnie. Dostojnie, spokojnie i trochę tajemniczo.

Łosie2

Point Reyest_11

Był też Bambi.

Point Reyest_16

Point Reyest_4

 

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply Lasmen April 5, 2015 at 7:12 am

    Fotki i świetna treść pozwala odczuć atmosferę tych zdarzeń. Super :)

  • Leave a Reply