Podróże

Amerykańskie Bezdroża

October 30, 2014
Miasteczka_24

Przygotowując zdjęcia do tego wpisu, przypomniała mi się Zagubiona Autostrada Davida Lyncha. Ok, może nasza wycieczka nie była aż tak szalona i co najważniejsze, rozumieliśmy jej cel i znaczenie. Jednak ciągnące się w nieskończoność drogi i żółte pasy po środku, skojarzenie mam tylko jedno.

Wieczorna część naszej podróży niewiele różniła się od tego co widać wyżej. Głęboka, chwilami przerażająca wręcz ciemność, nie mieliśmy zielonego pojęcia co znajduje się przy drodze, bo widzieliśmy tylko jej mały kawałek przed nami. W takich sytuacjach przeklinam swoją wyobraźnię. Zabawa w wymyślanie scenariuszy o zombiakach w takich okolicznościach, może teraz wydaje się śmieszna. Wtedy byłam skłonna uwierzyć, że za chwilę na maskę samochodu rzuci się nam jakieś obleśne stworzenie. Z perspektywy czasu to dość ciekawe przeżycie. Jedziesz już jakiś czas, godzinę, może dłużej, a w oddali nie widać nawet jednego, małego, jasnego punku, którego tak bardzo wyczekujesz. Głód i pęcherz zaczynają doskwierać, ale przecież nie zatrzymasz się przy tej czarnej jak smoła drodze. Kiedy wreszcie widać światełko w tunelu, okazuje się, że to jakiś szaleniec postanowił postawić tu sobie dom. Na środku pustyni, gdzie dwie godziny w jedną i kolejne dwie w druga nie ma innej żywej duszy. Tutaj to standard i zapewne w tych miejscach rodzą się najlepsze horrory.

Nie będę dłużej dramatyzować. W końcu udało nam się dotrzeć do Bridgeport. To malutkie miasteczko, jest jednym z niewielu miejsc, w których można przespać się podczas podróży do Bodie, o którym już pisałam, lub Mono Lake, o którym dopiero będzie. To miejsce, to właściwie jedna ulica, którą można przejść na nogach, w maksymalnie 15 minut. Jest kilka hoteli, kilka knajp (przy czym 90% z nich to mordownie jakie można zobaczyć w amerykańskich filmach), sklep spożywczy (w którym dominują artykuły dla wędkarzy), budynek sądu z drugiej połowy XIX wieku (i nie wiem czemu, od razu mam jakieś dziwne skojarzenia z polem bawełny). Nie wiem jak sytuacja wygląda w ciągu tygodnia, ale w weekend raczej nie ma szans, żeby dostać pokój, bez wcześniejszej rezerwacji. My spaliśmy w Silver Maple Inn, który był chyba najbardziej uroczym miejscem, w jakim przyszło mi nocować w czasie wycieczek. Prowadzi go dość stare już małżestwo. Pan z siwą brodą i dobrym spojrzeniem, zaprowadził nas do pokoju i pokazał co i jak. Czekał też chyba na naszą reakcję, bo pokój był niebanalny i zdobył moje serce. Nazywał się Monte Christo a mnie od razu skojarzył się z pokojem Ani z Zielonego Wzgórza. No i weranda z huśtawką. Cudo! Co ciekawe. W ciągu dnia jest tutaj bardzo ciepło. Wieczorem robi się chłodniej, ale bluza wystarczy. Wstaliśmy koło 8:00 a na drzewach wisiały lodowe sople!  Zdjęcia z telefonu.

FullSizeRenderFullSizeRender (1)

 

A tu proszę, dla zobrazowania.

Miasteczka_23

Miasteczka_011

Miasteczka_25

Miasteczka_27

Miasteczka_010

Miasteczka_09

Miasteczka_22

Miasteczka_31

Miasteczka_1

Miasteczka_01

Miasteczka_02

“I’m gonna pop some tags, only got twenty dolars in my pocket, I-I-I’m huntin’ lookin’ for a come- up, This is fucking awesome” ;)

Miasteczka_03

Miasteczka_04

Miasteczka_05

Miasteczka_06

Miasteczka_07

Miasteczka_11

Miasteczka_12

Miasteczka_012

Miasteczka_14

Miasteczka_15

Miasteczka_17

Trzy ostatnie zdjęcia to nie jest Bridgeport, tylko kolejna tego typu mieścina, spotkana po drodze do Yosemite, o którym też tu będzie mowa.Miasteczka_29

Miasteczka_30

Miasteczka_32

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply