Podpatrzone

Jak przetransportować kota za granicę i nie zwariować…?

March 16, 2016
IMG_0622

Nie ma złotego środka. Wszystko zależy od temperamentu zwierzęcia, jak znosi podróże w ogóle i czy jest do podróżowania przyzwyczajone.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że wyjeżdżamy, nie mieliśmy dylematów czy jadą z nami. Przez chwilę zastanawialiśmy się tylko, czy zabrać je od razu, czy może przyjechać za kilka miesięcy, kiedy już się urządzimy, dowiemy co i jak i będziemy spokojniejsi. Padło na opcję pierwszą.

Organizacja wyjazdu od A-Z pochłonęła sporo czasu, dużo pieniędzy i kosztowała nas sporo stresu. Najpierw formalności. Koty wyjeżdżające do USA nie muszą przechodzić kwarantanny, jak to ma miejsce np w przypadku UK czy Irlandii. Wystarczy, że minimum 30 dni przed wylotem zostaną zaszczepione na wściekliznę i zostaną im założone chipy. Co istotne, chipy wszczepiane w Europie nie są sczytywane poza nią. Sam zabieg jest raczej bezbolesny, trwa kilka sekund, nasze koty zniosły to lepiej niż np mierzenie temperatury… Mając ten komplet można założyć koci paszport (nie każdy weterynarz może taki wydać), który też, potrzebny jest tylko na terenie UE (nikt w czasie podróży nas o nie nie prosił). Jeśli dobrze pamiętam koszt jednego to około 50 zł. Kolejny krok- zaświadczenie o stanie zdrowia zwierzęcia. Jeśli wszystko jest ok, można udać się do Powiatowego Lekarza Weterynarii, który za około 120 zł od kota wystawia certyfikat. Certyfikat jest w trzech językach i trzeba go mieć przy sobie podczas lotu. Jeżeli kot leci w luku bagażowym, najlepiej umieścić kopię w foliowej okładce i przykleić do transportera. My skorzystaliśmy z pomocy lekarza, który był rekomendowany na stronie Ambasady USA. Opcja o tyle przyjemna, że przyjechał do nas do domu, dzięki czemu koty chociaż w tym przypadku uniknęły stresu.

Jeśli chodzi o transport kota w samolocie to:

- istnieje możliwość zabrania go na pokład, ale ilość zwierząt jest ograniczona, dlatego warto wykupić tą opcję odpowiednio wcześniej

- wielkość transporterów zależy od linii lotniczych, my lecieliśmy SAS-em, w trakcie lotu i odprawy nikt, w ogóle, nie zainteresował się czy spełniamy wytyczne

- jeśli zabieramy kota na pokład nie możemy już zabrać bagażu podręcznego, chyba, że lecimy klasą wyższą niż ekonomiczna

- koszt kota w samolocie to 240 euro za jednego (przynajmniej w przypadku SAS, nie wiem jak sprawy się mają w innych liniach)

- kot musi siedzieć w transporterze przez całą podróż i być wsunięty pod siedzenie (dlatego transportery na pokład są znacznie mniejsze niż te do luku bagażowego, a moim zdaniem wręcz absurdalnie małe)

- nie można uśpić kota na czas podróży; środki usypiające spowalniają pracę serca, a zmiany ciśnień w samolocie dodatkowo mogą spotęgować negatywne reakcje kociego organizmu i doprowadzić nawet do śmierci;

- dla uspokojenia można podać syropek ziołowy i środki z feromonami (nasze koty dostały środek uspokajający od weterynarza, ale efekt był znikomy)

- 12 godzin przed podróżą należy odstawić jedzenie i picie

- transporter warto wyłożyć ceratkami na wypadek gdyby się zesikały (nasze nie sikały prze kolejne 3 dni od wyjścia z domu…)

- na lotnisku przed kontrolą trzeba wyjąć kota z transportera i przenieść na rękach przez bramki

- koszt jednego transportera, który spełnia wymagania IATA, to około 150 zł w górę (unikajcie sieciówki, której nazwy nie podam, ale różnice w cenach na tych samych transporterach potrafiły wynosić nawet ponad 100 zł…)

Ponieważ trochę za późno zabraliśmy się za organizację miejsc w samolocie jeden z kotów miał lecieć w luku a jeden na pokładzie. Dramat. Na lotnisku okazało się, że zwolniło się jedno miejsce na pokładzie i oba mogą lecieć z nami. I właśnie w tym momencie zaczęła się najdłuższa i najgorsza podróż w naszym życiu. O ile Biszkopt ze strachu bał się nawet ruszyć, to jego siostra, już w taksówce na lotnisko, urządziła nam niezapomniany koncert. Jeśli potraficie przypomnieć sobie przeraźliwy, koci dźwięk, który wydają z siebie podczas rui, to wyobraźcie sobie, że my słuchaliśmy tego przez mniej więcej 10 godzin z 15 godzinnej podróży. Serio, płakałam z bezsilności. Ruda dosłownie wpadła w szał. Rzucała się, gryzła, szarpała transporter, udało jej się nawet rozerwać suwak. Na co dzień jest grzeczną, spokojną kocicą, która lubi się przytulać, ale wtedy wstąpił w nią diabeł. Całe szczęście, że w samolocie w dużej mierze zagłuszały ją silniki.

Dotarliśmy do San Francisco. Podczas odprawy, celnik, nawet nie spojrzał na transportery, mimo że, oczywiście, zgłosiliśmy, że wwozimy zwierzęta. Przynajmniej tu poszło zupełnie bez problemów.

Po przywiezieniu kotów do nowego mieszkania, Biszkopt przez trzy dni nie wyszedł spod kanapy. Jedzenie podawałam mu na dłoni, wtedy, nie wystawiając nawet głowy, zlizywał karmę. Nie pił w ogóle i się nie załatwiał. Na szczęście nie odbiło się to na jego zdrowiu. Ruda szybciej odnalazła się w nowej rzeczywistości. A teraz to już znowu, szczęśliwe, leniwe kociska.

IMG_0551

You Might Also Like

6 Comments

  • Reply Adam March 16, 2016 at 6:12 pm

    Ja nie mogę przeżyć lamentu podczas przewożenia Peli z Łodzi do Piotrkowa a co dopiero… :D

  • Reply Joanna April 1, 2016 at 8:45 pm

    Nareszcie temat na czasie który mnie interesuje aktulanie! Powiedzcie mi mieliscie o wiele za duże transportery niż te, które sa wymagane? Bo tak jak mówiliście te wymiary co oni podają to klatka dla chomika a nie kota;/ I wogóle jak to było wszystko na lotnisku te procedury itp wejście do samolotu start czy lądowanie, jak koty reagowały? i czy obsługa, kontrola się bardzo doczepia kota i transportera?
    Czeka mnie podróż z kotem samolotem, ale przeżywam to bardziej niż cokolwiek innego;/ Leci z nami w kabinie, i mamy wykupiony dla niego bilet, ale boję się że się bardzo będą doczepiać papierów czy transportera;/

    Z góry dzięki za odpowiedź;)

    • Reply admin April 4, 2016 at 2:58 am

      Hej! Nasze transportery były z tego co pamiętam akceptowane przez Eta, czyli bardzo małe. Nasze koty są dość duże i nie miały za bardzo szans na poruszanie się przez te kilkanaście godzin. W Warszawie na lotnisku musieliśmy wyjąć je z transportera i przenieść na rękach przez bramki przy security. Przy przesiadce w Kopenhadze nikt nie zwrócił na nie uwagi. Na tych lotniskach nikt też nie poprosił nas o ich dokumenty. W USA na lotnisku poinformowaliśmy celnika, że mamy zwierzęta, ale też nawet na nie nie spojrzał. Koty podróż zniosły bardzo źle, nie ma się co oszukiwać, ale szybko doszły do siebie. Dokąd lecisz? Z tego co wiem procedura na terenie UE jest chyba bardziej skomplikowana jeśli chodzi o kwarantannę. Powodzenia!

  • Reply Joanna April 4, 2016 at 8:36 pm

    Hej;) Dzięki za szybka odpowiedź:) No ja mam transporter, a raczej torbe transportowa taka miekką więc jest większa dla kotka ale można ją wcisnąć pod siedzenie. Podobno ludzie z takimi latają, i podobno wazne by torba weszła pod siedzenie ( tak pisali na forum Ci co lecieli z kotem) . My lecimy do Hiszpanii a dokładniej na Gran Canarię. Kotek podróż autem znosi źle ale tylko po naszych polskich dziurawych drogach:) A jak jest gładka droga to jest całkiem spoko, olewa całą sytuację i zwiedza auto. Także myślę że tym bardziej w samolocie nie powinno być problemu, tym bardziej że mamy miejsca z przodu gdzie jak wiadomo jest cicho. No właśnie czytałam że procedury są najgorsze przy lotach do Wielkiej Brytanii i Irlandii (półroczna kwarantanna, badania krwi itd). Pytaliśmy weterynarza i my i hodowca od którego mamy kotka i wszyscy twierdzą że to także strefa Schengen więc z papierów to czip, paszport, szczepienia na wściekliznę + zaświadczenie o stanie zdrowia kotka. Mam nadzieję, że wszystko będzie OK a moje stresy okażą się niepotrzebne:)

    • Reply admin April 5, 2016 at 12:03 am

      Zgadza się, transporter musi się zmieścić pod fotel, bo przy starcie i lądowaniu nie można go trzymać na kolanach. Nie można też oczywiście wyciągać z niego kota. Naszym kotom transporter kojarzy się tylko z wizytami u weterynarza, może dlatego tak źle reagują. Poza tym to była bardzo długa podróż. Trzymam kciuki i daj znać jak poszło :)

  • Reply Asia April 9, 2016 at 8:30 pm

    Kurde, muszę się pochwalić już. Właśnie dziś dolecieliśmy z naszym słodziakiem na Gran Canarię. I powiem Wam, ale pewnie i tak nie uwierzycie ale nasz kotek całkiem odwrotnie spędził całą podróż:) Najpierw 8h autem do Frankfurtu, poźniej nocowanie u znajmych, a następnie lot na Gran Canarię.
    W aucie to bez problemu, jak nie tylnia półka to pod siedzeniami i cały czas spał, raz za jakiś czas się przebudził żeby pozwiedzać auto. W transporterze siedzieć zamkniętym mu się nie podoba.
    na lotnisku pełen luz, odprawa, nikt ani papierów ani kota widzieć nie chciał ( poza niemieckimi emerytami, którzy się nad nim dosłownie rozpływali).
    A w samolocie w transporterze średnio chciał siedzieć ale to go lekko otworzyłam i zapięty na smyczy i szelkach siedział pod fotelami, i cały czas spał.
    Na poczatku miałam go na kolanach i też jak dziecko spał na plecach, ale jedna stewardessa kazała go schować do transportera.
    Za to inna stewardessa chyba kociara to się nim zachwycała:) Jakby tylko ona była to na pewno by mógł być wyjety przez cały lot:D Po prostu nasz młody koci przystojniak ją zauroczył:).
    Tutaj przy lotnisku trochę wieje i jak samolot ląduje to też trochę rzuca, miałam małe obawy że się mu to podobać nie będzie, ale gdzie tam!
    Nasz koci lotnik rozłożył się pod fotelami i spał w najlepsze, niejeden człowiek by był spanikowany a on kompletna olewka. Jak dotknęliśmy ziemi to się obudził, że czas chyba wstawać.
    Kompletny spokój:)
    Trafilismy na kota który lubi akurat podróże, i nie boi się nowych miejsc, więc pasujemy do siebie;)

  • Leave a Reply