Podróże

Weekend w stanie Waszyngton.

February 21, 2017
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dawno nas tu nie było. Nawet bardzo dawno. Ale czasem życie płata figle, przynosi nowe, szykuje kolejne rewolucje. U nas ostatnio sporo się działo, mało a właściwie wcale nie podróżowaliśmy i jakoś też chwilowo zabrakło weny i zapału do pisania. Z weną jest jednak tak, że po jakimś czasie wraca, a w zanadrzu czeka, jeszcze nieopisana wycieczka do naszych znajomych, którzy mieszkają w Waszyngtonie, niedaleko Seattle, i którzy pokazali nam kilka naprawdę pięknych miejsc. 

Ponieważ cała przygoda miała miejsce w marcu zeszłego roku (sic!) wybaczcie mi ewentualne dziury w pamięci.

Waszyngton to zupełnie inna bajka niż Kalifornia. Ten stan, w porównaniu z ogarniętą (do niedawna) suszą Kalifornią określiłabym jako soczysty. Gęste lasy, intensywna zieleń a wszystko spowite trochę tajemniczą, trochę złowrogą mgłą. To co tam widzieliśmy, naprawdę zrobiło na nas olbrzymie wrażenie. W ciągu dwóch dni przejechaliśmy mnóstwo kilometrów, podziwiając uroki Olympic National Park i Mount Rainier National Park.

Mount Rainier to przepiękny, ośnieżony, nieaktywny wulkan. Niestety przeważnie osłonięty chmurami, nie dał się sfotografować w pełnej okazałości. Udało nam się jednak na niego wjechać. Dzieciaki miały wojnę na śnieżki a ja chwilę pocieszyłam się śniegiem, za którym przyznam, trochę tęsknię.

Tak było przy wjeździe…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… a tak chwilę później :) OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Mount Ranier ruszyliśmy dalej przez spowite mgłą, czasem deszczowe, niezmiennie owiane nutką tajemnicy drogi Waszyngtonu. Miasta, które tu mijaliśmy są zupełnie inne, niż te, do których przywykliśmy w Kalifornii. Często, za często, widać tu biedę, walące się, stare domy i smutną prozę życia. Jeśli oglądaliście Miasteczko Twin Peaks, to doskonale oddaje ono klimat tego z czym można się tu spotkać.

Ponieważ robiło się już późno, szybko zarezerwowaliśmy jakiś hotel, który za szokująco niską cenę oferował pokój premium. Naiwni, nie podejrzewaliśmy jak bardzo premium może różnić się w zależności od okoliczności ;) Mały hotelik, do którego dotarliśmy dość późnym wieczorem znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie stacji benzynowej i torów, które wskazywały, że może kiedyś jeździła nimi jakaś kolejka. Na pewno nic większego. Jakie było więc nasze zdziwienie, kiedy koło północy, nagle, niewiadomo skąd z nieprawdopodobnym hukiem i gwizdem, wyłonił się jeden z najdłuższych pociągów towarowych jakie mieliśmy okazję widzieć. Hotel zatrząsł sie w posadach, my na chwilę straciliśmy słuch, a na pewno nie byliśmy w stanie rozmawiać. Taki bonus do premium ;) Ten hotel w ogóle był trochę jak z horroru. Gdzieś na obrzeżach malutkiej mieściny, tuż obok najbardziej niepozornych torów kolejowych jakie widziałam i z policyjnymi syrenami w tle. Trudno było mi zasnąć, bo większość czasu wypatrywałam cienia za oknem, który tylko czycha, żeby wykraść nam nerki, albo inny dobytek ;)

Szczęśliwie udało nam się przeżyć noc i następnego dnia ruszyliśmy dalej. Mgła nie opadała, spowijała mijane przez nas góry i snuła się między drzewami. Kiedy dotarliśmy do Aberdeen- rodzinnego miasta Kurta Cobaina siąpił delikatny deszcz, który tylko potęgował uczucie, że to miasto jest bardzo, bardzo smutne. Rodzinny dom Kurta, ten w którym się wychował, niczym nie wyróżnia się spośród innych, które tu stoją. Został jednak sprzedany za ponad 300 tyś dolarów- prawdopodobnie bardzo wysoką jak na tę okolicę cenę.

Wygląda tak:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niedaleko domu, przy niepozornej rzeczce, znajduje się park upamiętniający Kurta a tuż obok most, pod którym miał zwyczaj nocować, kiedy rodzice wyrzucali go z domu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Waszyngton to w ogóle bardzo filmowy stan. Oprócz wspomnianego wcześniej Miasteczka Twin Peaks, kręcono tu między innymi wszystkie części bestselleru dla nastolatek – Zmierzch. Udało nam się odwiedzić miasteczko Forks, w którym mieszkała główna bohaterka, zobaczyć kilka znajomych z filmu miejsc i przy okazji zjeść chyba najlepsze fish and chips, jakie mieliśmy okazję próbować od kiedy mieszkamy w USA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze zatrzymywaliśmy się w co atrakcyjniejszych miejscach, a uwierzcie, można się tu zatrzymywać co chwila. Z ciekawszych miejsc warto wspomnieć Ruby Beach- piękna, pusta, nieco zamglona i trochę tajemnicza ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chyba największe wrażenie zrobiło na mnie jezioro Crescent. Piękna, gładka tafla wody, z owianymi mgłą górami w tle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na koniec już tylko kilka kolejnych, przyjemnych widoków a kiedy zrobiło się ciemno, niczym Derek Shepard z kultowych “Chirurgów” wjechaliśmy na prom i odpłynęliśmy w stronę Seattle :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply